czwartek, 2 sierpnia 2012

Czy warto adoptować koty?

Kot domowy (Felis catus) to groźny i bezwzględny drapieżnik. Należy do setki najbardziej inwazyjnych gatunków świata. Warto o tym pamiętać, decydując się na przygarnięcie tego zwierzaka. Kot jest bardzo mocno osadzony w naszej tradycji wyrastającej z rolniczych kultur przybyłych do Europy z Bliskiego Wschodu. Traktowany jest jako odwieczny towarzysz człowieka, który jednak zachował sporo ze swej niezależności. Ta kocia niezależność jest dość wygodnym wytłumaczeniem dla właścicieli kotów, których nie wyprowadza się w Polsce na smyczy. Jeśli już, to głównie kotki w trakcie rui. Koty biegają samopas. A tak nie powinno być. Upraszczając - kot to morderca, którego trzeba pilnować.

W wielu krajach kocia wolność powoli się kończy albo już skończyła. Świadomość ekologiczna wielu społeczeństw zachodnich jest znacznie wyższa niż w Polsce i tam kot traktowany jest tak jak gatunek zagrażający rodzimej bioróżnorodności, czy bioróżnorodności w ogóle. W Polsce niestety nie. Tymczasem koty w większości miejsc nie mają naturalnych wrogów, a wspierane ręką człowieka, stają się panami życia i śmierci większości ptaków, gryzoni i innych drobnych zwierząt typu jaszczurki, żaby itp. Pomijam już fakt, że formalnie, jako gatunek inwazyjny, kot powinien być tępiony, a w ostateczności jego populacja powinna być pod ścisłą kontrolą.

W Australii, USA czy Wielkiej Brytanii wprowadzono regulację wielkości populacji kotów i wałęsające się samopas koty są wyłapywane, sterylizowane i umieszczane w schroniskach, skąd nie ma ucieczki. Dla przeciętnego Polaka może to dziwne czy szokujące, ale tak powinno być. Kotów jest za dużo, a najlepiej gdyby ich, w pewnych "okolicznościach przyrody" w ogóle nie było. Dlaczego? Liczby powiedzą same za siebie.

Przeciętnie, jeden kot zabija rocznie 24 gryzonie, 15 ptaków i 17 jaszczurek. Dane pochodzą z USA i podejrzewam, że w Polsce będzie to znacznie więcej. Ale to dopiero początek wyliczanki. Trzeba to pomnożyć przez liczbę kotów.W USA żyje obecnie prawie 94 mln kotów, co daje łącznie ponad 5 miliardów upolowanych zwierząt. W Wielkiej Brytanii 9 mln kotów zabija co roku 275 mln zwierząt. Koty są odpowiedzialne za ok. 40% śmierci wszystkich ptaków, skutecznie rywalizując nawet z ptakami drapieżnymi.
Koty są szczególnie niebezpieczne dla ptaków (fot. Karelj PD)
[Edit] Tomasz Skawiński podesłał link do artykułu Krauze-Gryz et al. (2012). Autorzy obserwowali tam 34 koty przez łączną liczbę 258 miesięcy, czyli średnio jednego kota przez 7.6 miesiąca. W sumie koty złowiły 1545 ofiar co daje 45.4 ofiary na jednego kota, czyli prawie 6 ofiar miesięcznie i 72 rocznie (na kota). Co ciekawe, większość ofiar koty przynosiły do domu - 1419 w stosunku do 357 bezpośrednio zjedzonych (Krauze-Gryz et., 2012).

Koty polują w pojedynkę, zasadniczo wieczorem i nad ranem. Mogą przetrwać przy ograniczonym dostępie do wody, uzupełniając zapas płynów ze swoich ofiar. W Australii, gdzie wszystkie gatunki przywiezione przez Europejczyków, są wielkim problemem, koty stoją na czele listy gatunków, które odpowiedzialne są za przetrzebienie 35 gatunków ptaków, 36 ssaków, 7 gadów i 3 gatunków płazów.

Trzeba także zdać sobie sprawę z tego, że w warunkach naturalnych, dziki kot, np. żbik żyje parę lat, natomiast kot udomowiony kilkanaście. Jak wykazały badania na Nowej Zelandii, terytorium łowne kota może dochodzić do 1000 hektarów. Wielkość łowiska uzależniona jest oczywiście od dostępności ofiar, a w przypadku wysp, od wielkości samej wyspy. Stąd na Hawajach koty polują na obszarze rzędu 5 ha. To i tak sporo. Problem kotów zawleczonych przez człowieka na wyspy to zresztą zupełnie inna sprawa, szczególnie na Pacyfiku. Na niewielkim obszarze łatwo koty wyłapać a i miejscowa ludność nie ma w swoich baśniach opowieści o kocie w butach.

Wyspy są także doskonałym przykładem jaki wpływ mają zwierzęta inwazyjne na rodzime gatunki i ile nas to wszystko może kosztować - dosłownie. Na wyspie Macquarie, leżącej w australijskiej Antarktyce, koty pojawiły się tuż przed II wojną światową. Wcześniej na wyspę dotarły króliki, które zupełnie zdewastowały środowisko. Kiedy uporano się z królikami przy pomocy zabójczych dla nich wirusów, okazało się, że koty są jeszcze większym problemem. W 1985 roku rozpoczęto program redukcji liczby kotów. Do tej pory wydano 24 miliony dolarów na ratowanie wyspy i przekonano się, że gatunki inwazyjne mogą doprowadzić do całkowitego załamania się ekosystemu (ang. meltdown).

W takim razie, co zrobić jeśli już mamy kotka w domu? Przede wszystkim, wysterylizować. Po drugie, trzymać w domu i wychodzić z nim na smyczy, tak jak z psem. Ja wiem, że kot lubi wskoczyć na drzewo i głupio to wygląda, stać pod drzewem ze smyczą, ale można kotu w domu zorganizować miejsca do skakania. Niech się wyskacze w domu. Jeśli macie duży dom, to nie wypuszczać kota samego z domu. A jeśli już musi wyjść, należy zawiesić na szyi dzwoneczek. Dźwięk dzwonka może skutecznie ostrzegać potencjalne ofiary, które zdążą uciec przed kotkiem.

W Polsce nie brakuje ludzi, którym czułe serce nie pozwala obojętnie przechodzić obok bezdomnych zwierząt. Jednak powinni zdawać sobie sprawę z tego, że udomowione zwierzęta stanowią zagrożenie i mogą, tak jak koty, dewastować środowisko naturalne. Kochajmy zwierzęta, ale wszystkie, nie tylko te udomowione.
* * *
ps. Aleksandra Żurek podrzuciła mi link do postu Adama Wajraka na Facebooku. Warto poczytać razem z dyskusją pod postem. Znajdziecie tam mnóstwo przydatnych linków, np. jak zabezpieczyć ptasie lęgi przed kotami.

pps. Artykuł z 29 stycznia 2013 The impact of free-ranging domestic cats on wildlife of the United States opublikowany w Nature Communications, jako uzupełnienie.

Źródła:
fot. w nagłówku: Stiopa CC-BY-SA

D. Krauze-Gryz, J. Gryz, J. Goszczyński (2012). Predation by domestic cats in rural areas of central Poland: an assessment based on two methods Journal of Zoology DOI: 10.1111/j.1469-7998.2012.00950.x

54 komentarze:

Dokładnie - tydzień temu wyrwałem kotu podlota drozda kwiczoła - to był nażarty "blokowy" kot, gruby i stosunkowo niezdarny - dla tego ptak jeszcze żył, ale miał pogryziony kuper i ciężka ranę na lewym skrzydle - niestety zdechł.
Ten kot nie polował z głodu ale dla zabawy.

No właśnie, nawet najedzony kot ma tak silny instynkt łowiecki, że musi coś upolować, dla samego polowania. A ptaki są dla niego wręcz obowiązkowym łupem, nie przepuści żadnej okazji.

Nic mądrego tu nie dodam, więc wrzucę tylko link do opracowania na temat tego, jak wiejskie koty domowe polują w środkowej Polsce, bo akurat poniższy artykulik to też "świeżynka":

Krauze-Gryz D., Gryz J., Goszczyński J. 2012. Predation by domestic cats in rural areas of central Poland: an assessment based on two methods. Journal of Zoology. doi:10.1111/j.1469-7998.2012.00950.x.

PS Po przeczytaniu wpisu aż się poczułem winny - jako właściciel dwóch kotów - więc by temu poczuciu nieco ulżyć publicznie dodam, że żaden z tych kotów nie zagraża bioróżnorodności (poza tą, która sama wleci mi do domu, czyli głównie komarami), bo w ogóle nie wychodzą z domu (jeden zresztą nawet boi się otwartego okna...).

Dlatego jestem za regulacją populacji kotów (obowiązkowa sterylizacja, schroniska i problem rozwiąże się sam). Z tego co wiem sterylizowane koty są też mniej zainteresowane polowaniem (nie znaczy to że wcale). W żadnym wypadku nie uważam że "kot powinien być tępiony". Byłoby to niemoralne, ponieważ za rozrost populacji sami jesteśmy odpowiedzialni.

@Tomasz: Dzięki za link do artykułu. Bardzo ciekawe zestawienie liczby ofiar bezpośrednio zjedzonych do liczby ofiar przyniesionych do domu :) Jak widać, 3 razy częściej koty przynoszą zdobycz do domu niż zjadają od razu. Widać, też, że jednak myszowate czy też ogólnie gryzonie są głównym menu, a ptaki na drugim miejscu. No i na koniec: 34 kotki w ciągu ok. 7 miesięcy upolowały 1545 ofiar, co daje średnią 6.5 ofiary miesięcznie (78 rocznie - w USA 56). Czyli potwierdza się to co napisałem w poście. Dzięki raz jeszcze.

@Anonimowy: może trochę zagalopowałem się z tym tępieniem kotów, ale zdziczałe koty, którymi się nikt nie opiekuje powinny być traktowane jak szkodniki. Nie może być tak, że ktoś resztki z obiadu wystawia przed dom, żeby się kotki z okolicy najadły. Niestety, najczęściej jest tak, że zwróciwszy komuś uwagę, że tak robić nie wolno, zostaje się oskarżonym o bezduszność (w najlepszym przypadku). Co do reszty pełna zgoda - sterylizacja i pilnowanie, żeby kot nie biegał samopas (ew. z dzwoneczkiem).

"ktoś resztki z obiadu wystawia przed dom, żeby się kotki z okolicy najadły" mam to w sąsiedztwie, plus całą zgraję kotów wałęsających się bez żadnego dozoru i bez umiaru rozmnażających się. A to jest sam środek osiedla domków jednorodzinnych, ludzie wykształceni, obyci, nieźle sytuowani, na stanowiskach...
Czyli skoro oni tak postępują, to czeka nas naprawdę ogromna praca. Co gorsza TOnZ sponsoruje karmę dla "bezdomnych" kotów.

wniosek jest jeden: adoptujmy psy

"obowiązkowa sterylizacja, schroniska i problem rozwiąże się sam" Sterylizacja, może, ale dlaczego schroniska? Ktoś tu chyba nie miał kota i nie wie, że tyle razy ile się założy kotu obrożę, tyle razy kot ją gubi. Powinny być odwożone tam gdzie zostały znalezione. Nigdy nie ma pewności czy to jest dziki kot czy udomowiony.

Nie rozumiem skąd tytuł "Czy warto adoptować kota", bo kota owszem warto adoptować, pytanie powinno brzmieć czy go wypuszczać na dwór czy trzymać w domu?
Co do średniej życia koty, które wychodzą na dwór zużywają się szybciej i często kończą swoje życie przedwcześnie np. pod kołami samochodów, a nawet w pyskach psów. Ja sama mam kota i kotkę od dzieciństwa mieszkają w bloku, na dwór nie wychodzą, także moje koty na pewno nie szkodzą populacji ptaków ani gryzoni.
A co do wniosku "adoptujmy psy", to warto dodać do niego danie "i nauczmy się też po nich sprzątać", bo osobiście uważam, że w tej kwestii czy wyprowadzane na smyczy czy nie, to psy a nie gołębie szczury czy koty są największymi miejskimi szkodnikami (oczywiście z winy ludzi)

I jeszcze co do "tępienia kotów", to może należy edukować ludzi, którzy je rozmnażają, bez żadnego pomyślunku?
Bo dlaczego to koty mają cierpieć za ich głupotę i nieodpowiedzialność? Niestety widziałam jak wygląda takie "tępienie" przez ludzi okrutnych i głupich, i wierzcie mi, że po zobaczeniu co człowiek potrafi zrobić zwierzętom, naprawdę nie wiem jak można zarzucać kotom, że zabijają "dla zabawy"

Wszystko ładnie pięknie usunąć koty, ale każda większa ingerencja w istniejący ekosystem może spowodować problemy. Patrząc na gołębie w miastach na prawdę nie mam nic przeciwko kotom, które na nie polują :d nie mam nic przeciwko kotom które w ryzach trzymają populacje myszy i szczurów. Nagłe ich usunięcie mogło by spowodować zbytnie rozprzestrzenienie się tych szkodników, co by nie było wcale miłe choćby ze względu na choroby które mogą przenosić. Pojawienie się nowego drapieżnika zawsze powoduje problemy, jego brak może spowodować problemy znacznie większe. Z drugiej strony to normalne że gatunki lepiej przystosowane do życia wypierają te słabsze, tak działa dobór naturalny. I mimo że czasem trudno go zaakceptować, może nie powinno się mu dawać całkowitej kontry zwłaszcza na blogu o historii naturalnej ;)

@Czytający Gremlin: Na pytanie czy warto adoptować kota, każdy powinien odpowiedzieć sobie sam, mając także na względzie prawdziwą kocią naturę. Jak pisałem, ludzie traktują koty nieadekwatnie do ich roli w przyrodzie. Co do tępienia kotów, w pewnych okolicznościach, zdania nie zmienię. Skoro można regulować np. populację lisów, dzików czy danieli poprzez ich odstrzał, to dlaczego nie kotów? Tym bardziej tych zdziczałych? Ja wiem, że sami udomowiliśmy je, ale nie oznacza to, że w nieskończoność będziemy powtarzać stare nawyki i przyzwyczajenia.
Co do postępowania niektórych ludzi, także powinno się zastosować termin "tępić" - co tu dużo gadać, część populacji wykazuje skłonności sadystyczne i często dają im ujście właśnie na zwierzętach. To smutne, podobnie jak psie kupy na trawnikach.
Do pewnych rzeczy trzeba jednak dorosnąć...

@Morifear: Koty, mysz domowa i gołąb skalny - to wszystko gatunki obce i inwazyjne w polskich warunkach. Ich inwazyjność jest jednak różna, tak jak ich rola w przyrodzie.
Po drugie, nie ma mowy o doborze naturalnym w przypadku, gdy jedno zwierzę jest pod opieką człowieka. To właśnie jest gra nie fair. Karmimy kotka, szczepimy, chowamy przed chłodem, a potem pupil-terminator rozbija się w krzakach. To nie ma nic wspólnego z doborem naturalnym.
Koty polują nie tylko na myszy domowe (obcy gatunek). Ich łupem zostają takie rodzime badylarki, rzęsorki, nie mówiąc już o innych chronionych gatunkach typu mysz małooka. Skoro nie można wypuszczać psa do lasu, to dlaczego mamy pozwalać kotu na wszystko?

@Mariusz Kędzierski: szczepiąc i chroniąc kotki tylko osłabiamy ich genom, i kiedyś kiedyś jak zabraknie opieki człowieka te kotki będą miały ciężkie życie. Wydźwięk artykułu i komentarze odczułem jako chęć całkowitej eksterminacji tego gatunku i temu się sprzeciwiłem. Wychowałem się na wsi i dlatego doceniam użyteczną rolę kota w gospodarstwie w walce z myszami i szczurami i przez ten pryzmat patrzę na koty, nie mniej jednak zawsze mi było żal jak zamiast myszy kot upolował ptaka. Jak dla mnie pewien problem jest gdzieś indziej - dawniej jak się pojawiły zbędne koty w gospodarstwie po prostu się je eliminowało i w ten sposób utrzymywało się ich populacje w rozsądnych granicach. Dzisiaj pseudozieloni za wszelką cenę chcą każdemu kotkowi znaleźć dom i przetrwanie. Zamiast pozwolić im zdechnąć.

@Morifear: nie miałem na myśli eksterminacji gatunku, bo nie o to chodzi. Kot powinien znaleźć właściwe mu miejsce w przyrodzie, a być stawianym na piedestał, tylko dlatego, że człowiek ma do niego słabość. Opieka i szczepienia na pewno nie osłabią genomu kota, wprost przeciwnie, szczepienia wzmacniają układ odpornościowy.
Co do polowania na myszy, to myślę, że w dużym stopniu jest to mit powielany od wieków. Mysz domowa przyszła razem z rolnictwem i byłą towarzyszką każdych spichlerzy zbożowych, jednak jej potencjał rozrodczy jest tak duży, że żadna populacja kotów nie utrzymałaby go w ryzach. Jako przykład podam Australię, gdzie ludzie zawlekli oba gatunki, i mysz, i kota. Koty nie dały rady - przy dobrym roku w Australii kolonie myszy liczą miliony jeśli nie miliardy osobników. Co to jest 50 myszy rocznie na kota? Nic. W Europie jest na szczęście mnóstwo innych drapieżników, które sobie radzą z gryzoniami, np. ptaki drapieżne. Nie wspomnę już o trutkach przeciw myszom i szczurom wykładanym. Ale cóż, przeciętny rolnik - z całym szacunkiem dla rolników - ma dość wybiórcze spojrzenie na przyrodę, z którą, jakby nie było, całe życie walczy.
No i na koniec, kwestia zdychania kotów, o której wspominasz. Ja też pamiętam te worki z utopionymi kotami, wyrzucanymi po drodze z furmanki do stawu. Tak nie powinno być i to też mnie smuci.
Mam gdzieś artykuł sprzed 100 lat o "poszanowaniu" przyrody przez chłopów z okolic Łańcuta. Może go kiedyś przedstawię na blogu. Bardzo ciekawe spojrzenie na obyczaje na wsi, Polski z przełomów XIX i XX wieku. Myślę, że mentalnie ciągle jeszcze wielu z nas tkwi w tej przeszłości (to było bez osobistych wycieczek).

Mariusz - artykuł przedstaw koniecznie!

Morifear'owi zapewne chodziło o to że gatunek podlegający pielęgnacji traci przez to czynniki selekcyjne i ulega osłabieniu, gdyż do rozrodu dopuszczane są osobniki słabe, chore itp. To kolejny z mitów wynikły z marnej znajomości zasad ewolucji, doboru naturalnego i selekcji - tym razem kolportowany przez (bliskie mi) środowiska libertarian, ze szczególnym uwzględnieniem Janusza Korwin Mikke.

A propos, o tym też kiedyś mógł byś napisać.
1 - czy zbiegi agrotechniczne osłabiają dany gatunek roślin, czy wprost przeciwnie pomagają trzymać go w ryzach?
2 - czy "zdziczałe" a bardzo plenne niektóre szczepy roślin uprawnych, nie stanowią potencjalnego źródła inwazji w momencie gdy wymkną się spod kontroli.


Morifear - opieka nad zwierzętami, szanowanie ich, a przede wszystkim NIEZABIJANIE - to postulat jak najbardziej chrześcijański! Być może Św. Franciszek był "pseudozielonym" ale ...

@Mariusz Kędzierski dawno temu jak byłem małym chłopcem i rodzice prowadzili gospodarstwo nie było kota i dosyć mocno rozpanoszyły się szczury. Ja dostałem kota, siostra kotkę. Kotka łapała głównie myszy, natomiast mój kot łapał najpierw młode szczury, a jak podrósł również te większe. Nie pamiętam jak szybko ale zaprowadził porządek, fakt że też powoli likwidowaliśmy gospodarstwo to i jedzenia gryzonie mogły mieć coraz mniej. Do meritum - 50 myszy rocznie na kota to jest śmiech, zwłaszcza jak jest okolica zasobna w gryzonie, myślę że 2-3 sztuki spokojnie łapie przy słabym dokarmianiu, a kotka z małymi nawet więcej. Nie mniej mogę sobie wyobrazić iż dużej plagi mogą nie móc wytępić.
Poszanowanie przyrody mieliśmy u naszych przodków jak modliliśmy się w świętych lasach do świętych drzew, od tamtego czasu się wiele zmieniło. Od Boga mamy prikaz idźcie i czyńcie sobie ziemię poddaną, co też skwapliwie robimy zazwyczaj ze szkodą dla środowiska. Ochrona przyrody na dobrą sprawę musiała by się wiązać z planowaniem czy też ograniczeniem naszej populacji na co się też nikt nie zgodzi. Żyjąc ingerujemy w przyrodę i musimy to zaakceptować.
@makroman rozumiem że szczepionka może powodować że się uodporni osobnik na daną chorobę, nieco zmieni się jego genom, i jego potomstwo będzie odporniejsze. Ale osobnik ze słabym genomem, który w naturze by zginął, płodzi słabe potomstwo, inaczej się nie da, i osłabia genom populacji. Tak jak aktualnie ludzkość psuje sobie genom, przynajmniej ta niby cywilizowana część żyjąca w dobrobycie. Nie jestem w tej dziedzinie ekspertem, więc wyjaśnij mi proszę jeżeli masz szerszą wiedzę.

@Makroman: dzięki za sugestie. Kiedyś przymierzałem się nawet do napisania czegoś o tzw. topinamburze, którego za komuny lansowano na następcę ziemniaka i który do dziś stwarza problemy.
@Morifear: Koty udomowiono prawdopodobnie dlatego, że były jednymi z drapieżników skutecznie polujących na myszy które, po prostu dały się oswoić w miarę szybko. Presja selekcyjna człowieka sprawiła, że kot (patrz Krauze-Gryz et al. 2012), większość zdobyczy przynosi do domu, co daje widomy dowód skuteczności jego polowań. Jak pokazuje większość badań kot zabija rocznie ok. 50 myszy (z grubsza łącznie ok. 70 ofiar), gdy tymczasem na 1 ha mieszka ok. 1000 myszy. Łatwo wyliczyć ile kotów potrzeba by trzymać te myszy w ryzach. Coś było dobre w starożytnym Egipcie i w feudalnej Europie (w dobie ekstensywnego rolnictwa), niekoniecznie musi być dobre obecnie. Wiadomo nie od dziś, że małoobszarowe uprawy zbóż nie wyżywią ludzkości. Obecnie mamy uprawy monokultur zbożowych sięgające kilkuset hektarów, jeśli nie więcej. Nikt mnie nie przekona, że potrzeba tam kotów, żeby myszy nie zjadały zboża. Byłem ostatnio na Opolszczyźnie w okolicach Głubczyc i tam są olbrzymie gospodarstwa rolne - pola po horyzont. Czy naprawdę myślisz, że koty są w stanie poradzić sobie tam ze wszystkimi gryzoniami?
Jak napisałem, koty przynosi do domy większość upolowanych myszy, więc ma się wrażenie, że rzeczywiście liczba myszy spadła. Jednak populacja myszy uzależniona jest głównie od dostępności pożywienia, nasycenia niszy ekologicznej, chorób i warunków atmosferycznych przede wszystkim. Mysz w jednym miocie ma ok. 10 młodych a po kilku miesiącach te młode są już gotowe do rozrodu. Ta sama mysz może rodzić kilka razy w roku, gdyż owulacja następuje u nich samoczynnie przy kontakcie z samcem. Z 10 myszek po 3 miesiącach możesz mieć 100 kolejnych, a po kolejnych 3 miesiącach 1000 kolejnych itd w postępie geometrycznym. Myszy uczą się bardzo łatwo, jak unikać kota czy człowieka. Stąd zobaczyć je można głównie z zaskoczenia. Skuteczną regulacją populacji myszy są różnego rodzaju pułapki zastawiane przez człowieka, ale i tak wiadomo, że gryzonie, które stanowią chyba 40% wszystkich ssaków, mają największy potencjał przetrwania i nie bez kozery mówi się, że wojnę nuklearną przeżyją tylko szczury czy myszy. Koty naprawdę niewiele tu pomogą. Mogą natomiast wyrządzić wiele szkód w i tak już nadszarpniętym środowisku. 20-30 lat temu nie zdawano sobie sprawy z wielu rzeczy, ale dzisiaj już wiemy, że liczba ludności świata rośnie w postępie wykładniczym i co parę lat przybywa na 1 mld i wraz z nimi rosną wykładniczo problemy. Teraz właśnie jest pora, żeby zmienić swoje nawyki i przyzwyczajenia, bo jutro może już być za późno.
Owszem działalność człowieka zmienia przyrodę, ale człowiek potrafi się uczyć na swoich błędach. Dzisiaj wiemy, że ograniczanie bioróżnorodności prowadzi do zapaści ekosystemów. Dobrym przykładem mogą być monokultury świerków czy sosen nasadzane jeszcze nie tak dawno, które padły. Dzisiaj żaden leśnik nie wysadzi lasu jednym gatunkiem, na dodatek sprowadzonym z zagranicy. Promuje się rodzime gatunki lub te obce, ale nie inwazyjne typu miłorząb japoński. Podobnie ma się sprawa ze zwierzętami. Kiedyś były nam potrzebne i nie zdawaliśmy sobie sprawy z zagrożeń. Dzisiaj wiemy więcej i bądźmy mądrzejsi na przyszłość.
Pozdrawiam bardzo serdecznie!

Mariusz - topinambur sam uprawiałem, faktycznie korzonki dość smaczne, zasmażone na frytki super - ale zielska przy tym co nie miara i nie miałem co z tym robić. teraz regularnie kosze i mam spokój.

Morifear - "Od Boga mamy prikaz idźcie i czyńcie sobie ziemię poddaną, co też skwapliwie robimy zazwyczaj ze szkodą dla środowiska." - poddaną nie znaczy zgnojoną! A skoro gnoimy to na własny nie Boga rachunek.

"Ale osobnik ze słabym genomem, który w naturze by zginął, płodzi słabe potomstwo, inaczej się nie da, i osłabia genom populacji. " - na pierwszy rzut oka owszem, ale w rzeczywistości osłabienie kilku genów, tworzy albo pole do rozwoju innych - i wtedy osobnik wcale nie jest źle przystosowany, ale przystosowany do innych warunków - albo powoduje szybka bezpotomną śmierć danego osobnika, gdyż geny owe miały istotne znaczenie dla przetrwania. Śmierć wcale niekoniecznie z powodu drapieżnika, zazwyczaj zabijają choroby lub niemożność pozyskania pokarmu. Reasumując - szczepienia ochronne nie osłabiają puli genetycznej gatunku, zwłaszcza w sytuacji chorób takich jak np. wścieklizna do której odporności nabyć nie można gdyż zawsze kończy się śmiercią (oczywiście można założyć jak w przypadku AIDS u ludzi że występuje wąska grupa osobników, zdolnych albo zwalczyć infekcję, albo żyć z nią w sposób umożliwiający reprodukcję) ale bardziej prawdopodobne jest że niekontrolowany rozwój epidemii po prostu wytłucze cała populację na danym terytorium.

"Tak jak aktualnie ludzkość psuje sobie genom, przynajmniej ta niby cywilizowana część żyjąca w dobrobycie" - a to już jest raczej nieporozumienie - żyjemy dwa razy dłużej niż nasi przodkowie, chorujemy trzy razy mniej, jesteśmy odporni na 70% szczepów grypy więcej niż jeszcze 150 lat temu! Nasza inteligencja wciąż rośnie, wciąż padają nowe rekordy sportowe, a przeciętny człowiek jest wydolniejszy i silniejszy od ludzi żyjących kilkaset lat temu!

Panowie uważam że nawiązała się nam wspaniała dyskusja - serdecznie dziękuję.

Ja również dziękuję za dyskusję, która znacznie wzbogaciła mój wpis!

Czy nas ludzi też nie powinno się tępić,że zjadamy kurczaki,świnki,a nawet krowy,które są święte w Indii.
Sterylizacja-ok,ale koty łowią tylko żeby zjejść.Który ssak poluje tylko po to żeby się zabawić-człowiek.
Zato w Anglii nie tylko koty straciły instynkt do polowania-ptaki chyba też.

Gabrielo - doceniam twój zapał, ale niestety jest on oparty na fałszywych przesłankach - owszem człowiek to drań zabijający dla zabawy a prócz człowieka np. koty...
i są na to tysięczne dowody.

Gabrielo - prawdopodobnie delfiny

Nie mam słów. Nawet nie chce mi się tego doczytać do konca. Najbardziej inwazyjnym i szkodliwym gatunkiem dla równowagi w przyrodzie jest niestety człowiek, i co się z tym wiąże technika, no i ludzka pazerność, a także głupota. Ale równie niebezpieczni mogą być również przemądrzali pseudo-ekolodzy,za jakiego uważam autora tego "artykułu", którzy posługują się niewiadomego pochodzenia statystykami.Manipulowanie ludzkimi emocjami, jest dość łatwe, o ile trafi się na łatwowiernych i egzaltowanych wielbicieli jakiegoś gatunku zwierząt, bądź zaciekłych wrogów innych. np. kociarze contra psiarze, lub gołębiarze contra kociarze, przykładów jest wiele w różnych konfiguracjach). Jedno jest pewne, nie są to ludzie kochający naturę. To tak jak część mieszkańców wsi, którzy darzą jako taką sympatią tylko te zwierzęta z których jest "pożytek", czyli mleko, jajka, mięso, a jak by żyło zwierzę sikające bimbrem, to może nawet doczekałoby mieszkania z rodziną w domu.Natomiast pies, skoro nie można go zjeść, a w dodatku sam coś musi "zezreć łod casu do casu", to najlepiej jak da mu "sie cosik co skisło i nikt tego zrec juz nie bedzie. A co by zawsony kundel nie uciek , na łancuch go i po sprawie. Niech skubany pilnuje chałupy, bo do cego łon sie jesce moze insego nadać? A jak wyje to za zekę i łopatą w łeb..... A kot? co łon taki chudy? No jak mysy nie umi se chycić, to nie nasa sprawa, jo go karmić nie bede, bo co z niego mom. Kot jest łod mysy łapania jak d...od srania."

Wracając to tematu i "statystyk", takie same "naukowe dowody" przytoczę za chwile z tego samego źródła czyli internetu.Razem z kotami zlikwidować. musimy, właścicieli samochodów, lotnictwo, koleje, budownictwo, fabryki chemiczne itd itp.... Jak ktoś jest w stanie policzyć i przedstawić w statystykach ile zginęło i dzięki komu, to gratuluje, ja tam w statystyki nie wierzę.

Zebym nie była gołosłowna. Odnośniki do różnych innych statystyk dot. zagłady ptaków, różnych gatunków. http://wyborcza.pl/1,75248,1633651.html
7 tysięcy ptaków rocznie ginie w Nawarze w Hiszpanii
wyborcza.pl
Internetowe wydanie największego dziennika w Polsce - Gazety Wyborczej
22 minut(y) temu · Lubię to! ·
Samoloty będą spadać z nieba, a ptaki zaczną płonąć - strefa zamknięta dla samolotów 2. odstraszanie zwierząt "ptaków" ... Ptaki? Kilkaset razy więcej ginie przez naszą zwykłą głupotę - przez ...
17 minut(y) temu · Lubię to!
www.sfora.pl/Na-Baltyku-znikaja-ptaki-Nie-mozna-doliczyc-sie-miliona-sztuk-a44412

Wystarczy wpisać w google: zagrożenia dla ptaków, lektura na kilka dni, polecam szczególnie autorowi.

No i apel: dbajmy o koty, rzeczywiście jeżeli nie jesteśmy w stanie zapewnić młodym kociętom domów i opieki- sterylizujmy przynajmniej te dzikie żyjące w piwnicach, choć uważam że bez przesady, bo jak tak dalej pójdzie to szczury nas zeżrą, a myszy będziemy sami łapać. No i nic się nikomu nie stanie, ani nie ubędzie, jak dla tych zyjących jeszcze z nami na Ziemi kotów , psów, ptaków i innych zwierzaków wystawimy karmik, albo miskę z jedzeniem i stary kocyk w piwnicy oraz skrzynkę z piaskiem. To naprawdę taka inwestycja się zwróci, i nam, i przyszłym pokoleniom. I oby powiedzenie "ty mosz ptoka",albo "mosz ci ci", albo "pies na baby", nie miało za jakiś czas wyłącznie pejoratywnego znaczenia.

Droga Anonimko - w temacie sentymentalizmów i egzaltacji jesteś nie do pokonania, nie mniej jednak mści się niedoczytanie tekstów do końca.

Oczywiście człowiek jest szkodnikiem - jeśli jednak odrzucimy faszystowsko komunistyczne bajdurzenia o konieczności drastycznego zmniejszenia jego populacji, to nie pozostaje nam nic innego jak akceptując postęp cywilizacyjny, dążyć do zrównoważonego rozwoju - co zresztą bynajmniej nie stoi do siebie w opozycji.

Wracając do kotów - są szkodnikami i tu naprawdę nawet tysiące słów tej prostej prawdy nie przykryją.
Nikt tu zresztą nie nawołuje do eksterminacji futrzaków, ale do PILNOWANIA ICH! czy to takie trudne?

Drodzy internauci czytając wasze wpisy dochodzę do wniosku że wasza edukacja zakończyła się na etapie przedszkola.MÓZGU używacie przy otwieraniu puszki z piwem.Nie ZNACIE ZASAD NA JAKICH FUNKCJONUJE OTACZAJĄCY

NAS ŚWIAT.Nie do człowieka należy decyzja czy jakaś istota jest na ziemi potrzebna czy nie.Jeżeli tego nie rozumiecie to znaczy że jesteście genetyczną pomyłką (delikatnie mówiąc).Proponuję aby przed wschodem słonca udać się w wcześniej upatrzone miejsce mało uczęszczane przez ludzi,wziąść lornetkę,lupę,wygodne siedzenie i przez kilka godzin obserwować okolicę powtórzyć to kilka razy.Może zrozumiecie otaczający was świat

Drogi anonimie - biorąc sobie do serca twoje wynurzeni, zapewniamy Cię iż temat gatunków inwazyjnych to nie jest kwestia DECYZJI ale zaniedbania! My nie decydujemy co ma prawo a co nie współegzystować z nami, ale skoro ludzie dopuścili się zaniedbań te teraz trzeba ograniczyć ich skutki.

koty sa madrzejsze od psow... to, ze tyle tych kotow zyje w naszym pieknym kraju, to wina tylko i wylacznie ludzi, a nie samych kotow. jestem za sterylizacja kazdego bezdomnego kota, ale bez przesady z robieniem z nich mordercow. taka natura kota niestety i nie ma sensu z nia walczyc, bo mozna ukochanemu kotu krzywde wyrzadzic. kot nie rozroznia gatunku ptaka, wiec trzeba sie spodziewac, ze moze przyniesc pod drzwi chroniony gatunek. z tego co zauwazylem duzo ludzi boi sie kotow, przez to ich nie lubi. ja za to nie lubie tych ludzi, nie to, ze sie ich boje, a wrecz nimi gardze. koty sa zajefajne!!:)

Oczywiście, do kotów można się także modlić, historia zna już takie przypadki ;)

Drogi anonimie! - oczywiście nie koty są złe ale ludzie którzy nie sprawują nad nimi kontroli!
Natomiast co do mądrości, to wszystko zależy od uznania, bo mądrości mierzyć nie potrafimy - co innego inteligencję.

No i takie są skutki jak do pisania o naturze biorą się zapyziałe mieszczuchy, które przyrodę oglądają czasami przez szybę samochodu :-)))
"Kota na smyczy...."
"Kot = morderca...."
Czegoś Ty się naczytał, człowieku ???
Pomieszkaj 5 lat na wsi - wtedy porozmawiamy. Mam wrażenie, że przez pryzmat miasta każda idea się wypacza :-)) Pozdr.

Głęboko żenujący wpis blogowy. Najbardziej pomysł z zamykaniem kotów w schroniskach. Zatem w schroniskach właśnie należałoby zamykać także wilki, lisy, dziki itp.
Na szczęście większość ludzi zachowuje zdrowy rozsadek i nie popada w skrajności, czego autorowi artykułu życzę
Aleksandra Miłkowska

Myślę, że się głęboko nie zrozumieliśmy. Co ma wspólnego dziko żyjący wilk, dzik czy lis, z udomowionym kotem przywleczonym przez człowieka z Bliskiego Wschodu?
Przykro mi, że epitet "głęboko żenujący" nie mieści się Czytelniczki w kategorii "skrajności".

Z poważaniem
MK

I tak oto zostałem zapyziałym mieszczuchem, który ogląda przyrodę tylko przez szybę samochodu :)
Do pewnych rzeczy trzeba jednak dorosnąć..

szanowna Aleksandro - rzecz w tym że my (ludzie, homo sapiens) JUŻ zamykamy żywe istoty w schroniskach, nazywamy je rezerwatami i jesteśmy głęboko dumni ze swojego rozumu, humanitaryzmu i tak ogólnie...

jednocześnie za nic nie chcemy przyjąć do wiadomości że nasze działania, a zwłaszcza zaniedbania w przyrodzie odbijają się czkawką.

Dziko żyjący wilk zabija NAJSŁABSZE sztuki, Dzik w ogóle nie poluje, Lis prócz bażantów (też "import" na potrzeby myśliwych) i (niestety) kuropatw tępi głównie gryzonie, zaś jedyny dziko żyjący zwierz groźny dla ptactwa nadrzewnego to żbik.... który też ma geny spaprane przez krzyżówki z kotem domowym!

Doceniam twoje emocjonalne względem kotów stanowisko, sam w życiu nie zrobiłem żadnemu kotu krzywdy - ale ich miejsce jest w domach i schroniskach anie wtórnie zdziczałych w krajobrazie antropogenicznym.

Czyli co? wniosek nasuwa się sam - zwierze (jakim jest człowiek) powinno dołączyć do łańcuszka mordowania na jeszcze większa skalę - ponieważ koty mordują zwierzątka, to ludzie powinni mordować koty...??? No paranoja jakaś...

Ihaha rzec by się chciało Koniku... czy KTOKOLWIEK (poza insynuatorami) pisał tu cokolwiek o fizycznej eliminacji kotów?

@makroman
Otóż pisał sam autor artykułu i ponieważ stosuje Pan nie merytoryczną argumentację, a niegrzeczne zagrywki, to dyskutować z Panem dalej w tej kwestii nie będę, chyba, że zmieni Szanowny Pan sposób formułowania myśli z obraźliwego na już wspomniany merytoryczny.

Koniku Polski - Nikogo nie obrażam, jeśli już to robisz to Ty, sugerując nam mściwość i paranoję!

A merytoryczny jest sam artykuł, oraz jego źródła. W Internecie jest też sporo innych materiałów na temat szkód przyrodniczych wyrządzanych przez koty!
Sam piałem na ten temat dwukrotnie:
http://www.blogger.com/blogger.g?blogID=1291005405620682421#editor/target=post;postID=8684311835420387350

i żeby nie być wyłącznie przy ptakach, tym razem o eksterminacji ryjówek!

http://makrodrogi.blogspot.com/2012/09/ukryte-zo-czyli-koci-problem-raz-jeszcze.html

Zapewne chodzi Ci o zdanie "Pomijam już fakt, że formalnie, jako gatunek inwazyjny, kot powinien być tępiony, a w ostateczności jego populacja powinna być pod ścisłą kontrolą." tyle że to jedynie teoretyczne uprawnienia wynikające wprost z art 120 i 125 Ustawy o Ochronie Przyrody!
mamy też zobowiązania wynikłe z przynależności do UE w tym program ˝Opracowanie zasad i programu zapobiegania introdukcjom, eliminacji, powstrzymania rozprzestrzeniania oraz kontroli liczebności gatunków obcych, w szczególności tych, które zagrażają rodzimym zasobom różnorodności biologicznej˝.
Zatem insynuujesz nam krwiożercze względem kotów zapędy, sama nie racząc doinformować się odnośnie aktualnego stanu prawnego, jeśli to ma być merytoryczna dyskusja...

Tak, tak... najlepiej by było żeby wszystkie szczury i myszy rozprzestrzeniły się i powodowały choróbska!

Koty są milutkie i nie zgadzam się z opinią tych których zdaniem jest że mamy adoptować tylko psy! Te zwierzaki umią się przywiązać do człowieka równie jak psy, moja mama miała kotke która gdy wychodziła na dwór przynosiła jej swoje kocięta do łóżka. Wiem że koty są drapieżnikami bo taka ich natura. To co kotka mojej mamy złapała przynosiła jej żywe. Wtedy moja mama brała ją do pokoju i głaskała, a moja babcia wypuszczał za okno ptaka. Największą miłością obdarzają koty które się przygarneło , wzięło z ulicy gdy były chore i chodziło się z nimi do weterynarza

No cóż autor nasiąkł jakimiś radykalnymi ekotrendami ... Przykład Australii jest tyleż oklepany co infantylny . Największym niszczycielem tamtejszego ekosystemu jest homo sapiens a drastycznym terminatorem ten jego podgatunek który napłynął (w sensie dosłownym) tam po A.D. 1788. Tak wiec od eliminacji tego gatunku autor niech rozpocznie przywracanie oryginalności i bioróżnorodności tego kontynentu .
Powodzenia .

Rok temu przeprowadzilem sie na wieś. Pi jakimś czasie zaczęła przychodzić do nas kotka, nie wiem czyja. W tym roku urodziła 5 malych kociąt. Nie siedzę cały czas na dworze a mimo to dzień w dzień widzę jak im znosi minimum 3 myszy do zjedzenia, zjadają je w calosci, z futrem, ogonem itp. Zatem te dane o 50 myszach rocznie to jakaś kpina. Wg mnie dziko żyjący kot na wsi rocznie łapie spokojnie kilkaset mysz. Fakt ze łapie tez ptaki, do tej pory naliczylem 3, w tym całego dużego gołębia. Raz tez złapała i przyniosła jaszczurke.

Mariusz Kędzierski to co piszesz jest chore... takim wpisom powinna sie przygladnac policja lub ochrona zwierzat.Argumentacja wyrwanymi z kontekstu tekstem ,nie masz chlopie juz co robic tylko takie brednie wypisywac ??? Tepic koty?? a moze Ty namawiasz do okrucienstwa wobec zwierzat bo ich nienawidzisz??? Policja sprawdzic goscia!!!

Ale się histeryczka trafiła...

Nienawidzę kotów, wszystkie do jednego wora i w morze!

Koty u nas są tak samo inwazyjnym gatunkiem z Bliskiego Wschodu jak żyto, jęczmień czy pszenica. Tępienie kota miałoby sens tylko przy próbie odwrócenia rewolucji neolitycznej i zmuszenia wszystkich do powrotu do życia jako łowcy i zbieracze. Czy naprawdę chcemy powrotu "Czarnej śmierci" roznoszonej przez gryzonie?

Uczynienie kotów niezdolnymi do rozmnażania jest rozwiązaniem skutecznym – przyznają specjaliści – ale może okazać się nazbyt radykalne. Naukowcy z Tufts University wykazali, że gdyby jedną z metod sterylizacji zastosować tylko u co 3. kota, w ciągu 11 lat zwierzęta te wyginęłyby całkowicie. Do takiego wniosku doszli badacze na podstawie 16-letniej obserwacji grupy 200 dziko żyjących kotów. Niektóre z nich łapali, poddawali różnym metodom sterylizacji i wypuszczali na wolność. Potem śledzili losy wszystkich członków grupy, ich zwyczaje, także łowieckie, notowali zgony i narodziny. http://www.newsweek.pl/nauka/miauczacy-zabojcy,108075,1,1.html

a o wpwie eliminacji kotów na populcję ptaków http://www.livescience.com/18294-cats-world-died.html

A study in New Zealand in 1979 found that, when cats were nearly eradicated from a small island, the local rat population quickly quadrupled.

And if the rodent population shot up, this would of course trigger a cascade of other ecological effects. On that same island in New Zealand, for instance, ecologists observed that, as rat numbers increased in the absence of cats, the population of seabirds whose eggs rats preyed upon declined.

Opiekuję się kotami kilkunastoma, podrzutki. Wiadomo, jak lubisz koty na wsi to ci podrzucają. I tak, że nie zabijają.
Mam też na temat kotów dość sporo praktycznej wiedzy, nie z naukowych czasopism. Koty polują na myszy przeważnie, jak który starszy to na szczury. Bardzo, bardzo rzadko udaje im się polowanie na ptaka. Z jaszczurkami się bawią, nie jedzą. Po zabawie puszczają jak im się znudzi. Czasem jaszczurka nie przeżyje zabawy.
Uważam, że to są co najmniej przesadzone dane na temat ich szkodliwości, ale ja wiem, że podane przez "amerykańskich naukowców" więc z przymrużeniem oka to traktuję.
Nie tępiłbym kotów. Od razu cie Kędzierski nie lubię za taki pomysł. Tęp swoje pomysły bardziej. Tam, gdzie nie ma kotów są szczury. Lepsze szczury od kotów? I myszy? Żeby cię tak oblazły jak Popiela, wtedy byś nie miał takim pomysłów.

Ja się z autorem nie zgodzę. Odkąd po moim podwórku przestały latać bezpańskie koty, to w śmietniku zalęgły się szczury. A te potrafią bardzo skutecznie roznosić rozmaitą bioróżnorodność w postaci różnych paskudnych chorób. Dziękuję.

Prześlij komentarz

Szanowni Czytelnicy!
Zachęcam Was gorąco do komentowania wpisów na blogu i jednocześnie zachęcam równie gorąco do korzystania z tagów HTML, szczególnie przy wklejaniu linków do stron internetowych.

Oto kilka przykładów tagów HTML obsługiwanych przez bloggera:
link - a href=
wytłuszczenie - b
kursywa - i